Mayreau, Salt Whistle Bay

Mikołajki na Karaibach

W czerwcu 2017 roku, zapytałem kilka wybranych firm czarterujących jachty na Karaibach o przesłanie oferty na czarter 50 stopowego katamarana. Wybrałem ofertę czarteru jachtu Lagoon 52 SporTop z Martyniki w terminie tuż przed Świętami Bożego Narodzenia.

Rejs otrzymał nazwę „Mikołajki na Karaibach 2017”.

Załoga szybko się zebrała, więc mogliśmy rozpocząć planowanie naszego rejsu.

Celem zapoznania się z w miarę aktualnymi informacji o żeglowaniu na Karaibach przed rejsem kupiłem najnowszą locję na nasz akwen planowanej żeglugi tz.

Sailors Guide Windward Islands 2017-2018

2017-2018 Sailors Guide
To The Windward Islands
Martinique to Grenaga
by Chris Doyle (18 Edition)

Locja jest naprawdę dobra i z czystym sumieniem mogę ją polecić żeglarzom wybierającym się Windward Islands (tłumaczenie tego podziału geograficznego Karaibów na język polski jest trochę skomplikowane ze względu, że my mamy inny podział geograficzny Karaibów). Locja ta jest też aktualizowana przez jego autora na www.
Tym razem kupiłem to wydawnictwo poprzez niemieckiego ebay, ale poprzednie locje na akwen Karaibów kupiłem poprzez ebay UK i Amazon UK.

Dzień 1 (wylot z PL) i 2

Na Martynikę polecieliśmy w klasyczny sposób tz. przez Paryż do Fort de France na Martynice i wieczorem dotarliśmy do Le Marin wynajętym busem. Wieczór był gorący a my jeszcze nie zaaklimatyzowaliśmy się do karaibskiej pogody tz. gorąco i wietrznie. Noc spędziliśmy na jachcie.

Dzień 3

Przejęcie jachtu przebiegło bardzo sprawnie. Jacht był nowy i dobrze wyposażony w mapy, locje jak również nowoczesne urządzenia: chartplotter, AIS, radar 4G, odsalarka wody, agregat 230V, …, . Ale po kolei.
Po przejęciu jachtu i załatwieniu formalności z armatorem przystąpiłem do wykonania odprawy granicznej. I tu, w stosunku do mojej poprzedniej wizyty na Martynice nastąpiły zmiany. Odprawę wejściową i wyjściową można wykonać w marinie na stacji paliw zlokalizowanej na kei lub w biurze firmy zajmującej się jachtami. Biuro okazało się zamknięte, więc udałem się na stację paliw, gdzie samodzielnie wprowadziłem wszystkie wymagane dane przez www i wydrukowałem dokument odprawy wyjściowej. Obsługa stacji przyjęła opłatę 5 Euro i przystawiła pieczątkę na dokumencie. I to wszystko odbyło się bez kolejki, szybko. Odprawa wejściowa przebiegła w taki sam sposób.
W słoneczny dzień w południe oddaliśmy cumy i opuściliśmy zatokę Ste. Anne obierając kurs na zatokę Rodney Bay na wyspie St. Lucia. Okazało się, że nasz jacht jest szybki i bardzo dobrze pływa. Trasę przepłynęliśmy na żaglach i przed północą rzuciliśmy kotwicę w zatoce Rodney Bay.

Dzień 4

Po rannej kąpieli w Morzu Karaibskim przestawiliśmy się do Mariny Rodney Bay, gdzie zostaliśmy na noc oraz załatwiliśmy urzędowe formalności (zarówno wejściowe jak i wyjściowe na jednym dokumencie). Wyspa St. Lucia to odrębny kraj, w którym widoczny jest angielski klimat postkolonialny. Wypisanie dokumentów trochę jednak trwało. Dodatkowym dokumentem jest karta informacyjna per osoba a w niej podaje się takie dane, jak zawód, adres, telefon, e-mail, …,.
Zwiedzanie wyspy odbyło się w dwóch etapach. W tym samym dniu bliskie wypady na plażę Reduit, do restauracji i stolicy Castries oraz drugiego dnia wynajętym busem z przewodnikiem, czyli kierowcą busa.

Ogród botaniczny St. Lucia

Dzień 5

W ramach wycieczki busem załoga zaliczyła: kilka panoram na Castries, szczyty Petit Piton i Grand Piton (najczęściej fotografowane miejsce na Windward Islands), zatokę Marigot, odwiedziła wulkan, ogród botaniczny, zabytkową miejscowość Soufriere oraz lunch w kreolskiej lokalnej restauracji. Po drodze przejechała też przez las deszczowy.
Późnym popołudniem oddaliśmy cumy i obraliśmy kurs na wyspę Carriacou należącą do państwa Grenada.

Dzień 6

Rano rzuciliśmy kotwicę w zatoce przy Hillsborough na Carriacou. Plaża przy Hillsborough jest bardzo ładna, ale fala przybojowa utrudnia nam sprawne podróżowanie na brzeg. Po załatwieniu formalności urzędowych wejściowych w południe przestawiliśmy się na pobliską wyspę Sandy Island, gdzie zacumowaliśmy do boi. Za postój na boi i pobyt w parku Sandy Island pobierana jest opłata. Załoga wybrała się na plażę; jedni popłynęli pontonem inni w pław. Plażowanie utrudniła nam wietrzna pogoda. Pławiliśmy się w krystalicznej wodzie z milionami małych rybek, pelikanami, wśród mangrowców. Bardzo urokliwe miejsce.
Wieczorem opuściliśmy Sandy Island i obraliśmy kurs na Grenadę.

BeguiaDzień 7

Przed południem dopłynęliśmy do St. George’s, stolicy Grenady. Było dość wcześnie, więc popłynęliśmy trochę dalej do malowniczej zatoki Prickly Bay licząc, że uda nam się zacumować w marinie do kei. Zatoka była pełna jachtów: stojących na kotwicy, cumujących do boi i w marinie nie było dla nas miejsca, więc wróciliśmy do St. George’s. W St. George’s też mieliśmy kłopot z uzyskaniem miejsca postojowego, ale w końcu się udało i zacumowaliśmy do kei w nowej marinie Port Louis.

Dzień 8

Rano w marinie wykonałem odprawę wyjściową a następnie wybraliśmy się wynajętym busem na wycieczkę po wyspie. Była to niedziela, a w niedzielę kreole nie pracują, więc wycieczka miała ograniczony wymiar. Pogoda też nie dopisała, że względu na przelotne deszcze. Widoki były ładne, kąpiel w wodospadzie Annandale przyjemna, ale ominęła nas wizyta na plantacji kakao i w destylarni rumu. Grenada znana jest też gałki muszkatołowej (największy producent na świecie – tak przynajmniej mówią jej mieszkańcy). Po południu już przy słonecznej pogodzie opuściliśmy St. George’s i popłynęliśmy do zatoki Halifax Harbour, gdzie rzuciliśmy kotwicę. Przed nami lokalna łódka przywiozła wycieczkę na nurkowanie ABC w tym miejscu, co sugerowało, że będzie fajnie. Nurkowanie w tym miejscu było bardzo ciekawe. Po zachodzie słońca podnieśliśmy kotwicę i obraliśmy kurs na wyspę Union Island należącą do państwa Saint Vincent i Grenadyny.

Dzień 9

Rano weszliśmy do Clifton Harbour na Union Island i zacumowaliśmy (kilka metrów od kei) do boi należącej do hotelu, więc postój nie był płatny. Odprawę wejściową wykonałem na pobliskim lotniku. Clifton Harbour to mała malownicza miejscowość otoczona rafą. W zatoce jest dużo płatnych boi cumowniczych. Kotwiczenie nie jest odpłatne.
Późnym południem popłynęliśmy do słynnej z malowniczego wschodu słońca zatoki Salt Whistle Bay na wyspie Mayreau (należy do St. Vincent i Grenadyny). W zatoce jest trudno o miejsce, z pomocą młodego boat boys udało nam się stanąć na kotwicy w bardzo dobrej lokalizacji. Wszystkie płatne boje cumownicze były już zajęte. Załoga wybrała się pontonem na plażę. Zamówiliśmy kolację z dostawą na jacht. Grillowane homary były wyśmienite.

Dzień 10

Wcześnie rano zobaczyliśmy kolorowy wschód słońca, który został przez nas zapamiętany na licznych fotografiach.
Po śniadaniu popłynęliśmy do parku Tabago Cays, gdzie zacumowaliśmy do boi. Cumowanie do boi i pobyt w parku Tobago Cays jest płatny. Teren kotwicowiska jest tu mocno ograniczony. Tym bardziej warto być tu poza sezonem. Cały dzień spędziliśmy na nurkowaniu z żółwiami i kolorowymi rybami żerującymi na rafie koralowej. Było bosko! Wieczorem załoga wybrała się na kolację na plaży. I znowu podano homara.Tobago Case

Dzień 11

Rano przestawiliśmy się do Clifton Harbour, zatankowaliśmy wodę, zrobiliśmy zakupy i popłynęliśmy na prywatną wyspę Mustique (należy do St. Vincent i Grenadyny), gdzie zacumowaliśmy do boi w zatoce Britannia Bay tuż przy słynnym barze U Bazyla (Basil’s Bar). W trakcie kąpieli zostały przez nas zobaczone, liczne małe rybki, ośmiornica i duża płaszczka, która wzbudziła w nas spory entuzjazm. Krystaliczna woda o pięknej błękitnej barwie zrobiła na nas niezapomniane wrażenie. Kolega chciał znaleźć na tej prywatnej wyspie hostel i przyjechać tu na urlop, co wzbudziło śmiech pozostałych osób. Zaproponowaliśmy mu, aby zatrudnił się w którejś z mieszczących się na wyspie rezydencji. Zwiedzanie wyspy i jej znanej z licznych muszli plaży odbyło się przy pięknej słonecznej pogodzie. Był to kolejny bardzo udany dzień, spożytkowany na wypoczynek. Wieczorem odbyła się wizyta w barze U Bazyla.

Dzień 12

Po śniadaniu, nie spiesząc się popłynęliśmy do zatoki Admiralty Bay na wyspie Bequia (należy do St. Vincent i Grenadyny), gdzie zacumowaliśmy do boi. Port Elizabeth jest małą tętniącą życiem miejscowością, w której można zrobić zakupy, uzupełnić wodę, odwiedzić restaurację oraz wybrać się busem na zwiedzanie wyspy, co i my uczyniliśmy.

Dzień 13

Rano zrobiłem odprawę wyjściową z St. Vincent Vincent i Grenadyny i w trakcie tej odprawy uzyskałem zgodę oficera tej jednostki na późniejsze wyjście z St. Vincent. Następnie pożeglowaliśmy do zatoki Cumberland Bay na wyspie St. Vincent, gdzie okazało się, że jest dla nas trochę za mało miejsca (w zatoce stały już na kotwicy dwa jachty), więc przestawiliśmy się do pobliskiej zatoki Wallilabou, gdzie zostaliśmy na noc. Zatoka słynna ze scenerii filmu Piraci z Karaibów i baru u Antka jest malownicza (bardzo ładna) ale też i umierająca. Poza pamiątkami filmowymi ważnym miejscem do odwiedzenia jest bar na plaży, który zaprasza wielką, polską flagą nad wejściem. Prowadzi go (słynny już) Antek (Polak, który w Polsce i Polakach jest zakochany). Na ścianach baru wiszą pamiątki po załogach, które bawiły się tu przy polskiej muzyce, popcornie i słynnym drinku "Jack Sparrow". Wieczór spędziliśmy w barze u Antka. Warto jest odwiedzić Wallilabou, ale raczej tylko na kilka godzin. Miejscowi „boat boys” już od zbliżania się jachtu do zatoki są dość natrętni. Generalnie jest to ich sposób na zarabianie pieniędzy, a widać tu dużą biedę. Na St. Vincent zdarzają się kradzieże, więc zostawienie jachtu bez opieki lub nocnej wachty nie jest najlepszym rozwiązaniem. Lokalni boat boys za niewielką opłatą przypilnują jacht podczas nieobecności załogi.

Dzień 14

Była też piesza wycieczka i kąpiele w wodospadzie w Wallilabou Heritage Park. Przedłużony po naszej odprawie wyjściowej pobyt na St. Vincent uzgodniliśmy z oficerem w trakcie odprawy wyjściowej dokonanej na Bequia (otrzymaliśmy zgodę). Po południu opuściliśmy wyszliśmy w kierunku Martyniki.

Dzień 15

Po południu wróciliśmy do Le Marin, gdzie kończył się nasz rejs. Jeszcze ostatnie zakupy w pobliskich marketach i wizyta w restauracji.

Degustacja rumu na Martynice

Dzień 16

Przekazanie jachtu armatorowi przebiegło również bardzo sprawnie. Małgosia (polka mieszkająca na Martynice) zorganizowała nam zwiedzanie Martyniki oraz transport na lotnisko. Do szczególnych miejsc na wyspie należy zaliczyć wizytę w parku botanicznym „Jardin de Balata” oraz w destylarni rumu. Była to bardzo udana wycieczka.
Wieczorem wsiedliśmy do samolotu i polecieliśmy do Paryża.

Dzień 17 (przylot do PL)

W Paryżu transfer z lotniska Orly na lotnisko Paryż-Roissy-Charles de Gaulle i lot do Polski.
Reasumują, w rejsie przepłynęliśmy 430 Mm. Dużo pływaliśmy na żaglach. Praktycznie przez cały rejs grot żagiel pracował na pierwszym refie a przy przelotach pomiędzy wyspami jeszcze o 15-20% zwijaliśmy na rollerze foka. Pogoda dopisała, było dużo dni słonecznych i bardzo mało przelotnych deszczy. Nasz jacht Lagoon 52 SporTop sprawił się wyśmienicie. Nie było z nim żadnych problemów, wszystko działało poprawnie przez cały rejs. Poza dużą wygodą jachtu i jego dobrą nautycznością (jacht bardzo dobrze pływał i był szybki) należy docenić wydajną odsalarkę wody i agregat 230V, które praktycznie uniezależniły nas od lądu.

Pływanie na południe od Martyniki nie jest trudne, ale nie jest też tylko turystyczną sielanką. Mało (bądź w ogóle) stoi się jachtem przy kei a częściej na kotwicy lub na boi. Utrudniony jest dostęp do słodkiej wody, która jest też droga, więc jacht wyposażony w odsalarkę wody i agregat 230V, będzie zdecydowanie lepszym wyborem. Prysznice, toalety tylko na jachcie. Kotwicowiska po zawietrznej stronie wysp wulkanicznych są względnie spokojne i bezpieczne. Kotwicowiska na wyspach koralowych mają za to silny wiatr wzmagający się nocą i silny prąd, który utrudnia bądź uniemożliwia podwodne eksploracje. Kotwica najczęściej trzyma dobrze. Karaiby to strefa passatów, więc wiatr wieje zawsze. Przeloty pomiędzy wyspami mają silny wiatr 4-5B i spore zafalowanie. Żegluga po stronie zawietrznej wysp wulkanicznych jest bardzo komfortowa. W tym rejsie mieliśmy bardzo mało przelotnych deszczy, ale należy się z tym liczyć. Wachty kotwiczne czy „bojowe” warto trzymać. Moich znajomych żeglarzy wywiało nocą z zatoki na morze razem z boją (na Karaibach takie przypadki się zdarzają; prywatne boje często nie są serwisowane przez ich właścicieli).

Union IslandW ostatnich latach na Karaibach rozwinęły się resorty, czyli hotele, pensjonaty dla turystów, które posiadają własne keje bądź małe mariny o dobrym bądź bardzo dobry standardzie. Stojąc w takiej marinie zazwyczaj można skorzystać z zaplecza resortu np. łazienki, pralni, Internetu, salonu hotelowego i jest to często udostępnione załodze bez dodatkowej opłaty (jesteś gościem resortu a oni mają taki standard). Resorty posiadają też swoje boje cumownicze. Przybyło punktów odprawy granicznej, praktycznie są one w każdej większej miejscowości bądź często odwiedzanej przez jachty zatoce. Przybyło boi cumowniczych, ale przybyło też i jachtów. Większe miejscowości funkcjonują normalnie tz. sklepy, banki, bazary, wypożyczalnie samochodów, itd. W dużych jak na ich warunki sklepach, marinach, restauracjach dla turystów lub w resortach, w bankomatach, itd. karty kredytowe działają. W urzędach płaci się w USD lub miejscową walutą tj. dolar wschodniokaraibski XCD.
Martynika jest również bardzo atrakcyjna turystycznie. Nie trzeba jej opływać jachtem ale można zwiedzić wynajętym samochodem lub busem.

Dla mnie jest to bardzo fajny akwen do pływania i zimowego odpoczynku. Plaże, rafy, pływanie z żółwiami, tropikalna roślinność, wodospady, …, są cudowne a lokalesi są mili i życzliwi.

Kilka zdjęć z rejsu!

Do zobaczenia na Karaibach!

Autor: Mirek